sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 22

~ ROZDZIAŁ XXII ~

Choć oboje wiemy że to co robimy jest złe, nie potrafimy przestać. Chcemy aby to trwało jak najdłużej. Pragniemy tego w tym momencie najbardziej. Ale któreś z nas musi być mądrzejsze. Musi przywrócić wszystko do porządku. Ale to nie ja. To on. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego że nie możemy tego kontynuować. Poczułam jak się oddala. Smutek w jego oczach. Żal? Złość? Nie wiem. Ale to nie ten sam chłopak co zawsze. Nie ten sam co przed kilkoma minutami. Wie że to nic nie zmieni, a może pogorszyć.
- Nie chcesz tego?- zapytałam gdy stanął kilka kroków ode mnie. Schował ręce do kieszeni, spuścił głowę i patrzył przed siebie.
- Chcę, bardzo chcę, ale nie możemy tego zrobić. Ja nie potrafię brnąć w to bardziej bo wiem że to nie skończy się tak jakbym chciał. 
- A jakbys chciał aby się skończyło?
- Chciałbym być z tobą, ale to niemożliwe. Nierealne. Staram się przestać cię kochać, ale nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie. Jesteś inna. Jesteś wyjątkowa. Jesteś cudowna. Ale..
- Ale...?
- Ale jest Marco. Może to dobrze że jest. Jesteś szczęśliwa.
- Pozwól mi...- położyłam dłoń na jego  ramieniu ale on tego nie chciał. Odsunął się.
- Proszę nie rób tak więcej. Jeśli naprawdę jestem dla ciebie ważny to nie dawaj mi jakichkolwiek nadziei
- Zgoda, jesli tego chcesz, tego potrzebujesz- powiedziałam i poszłam bo co mogę zrobić? Nic. I to jest najgorsze. Chcesz coś zrobić, ale nie wiesz co. Idąc ulicami Dortmundu coraz bardziej uświadamiałam sobie, że coś do niego czuję, ale go ranię. Ranię jego, Marco, siebie. Nie chcę tak postępować, ale nie umiem inaczej. Chciałabym być znowu pięciolatką, która prowadzi beztroskie życie. Nie mysli o przeszłości, przyszłości. Liczy się to co jest teraz...



***

Nie miałem nic ciekawego w planach, więc postanowiłem zrobić niespodziankę Majce i ją odwiedzić. Po drodze zahaczyłem o kwiaciarnię, a później pojechałem do jej mieszkania. Wszedłem do mieszkania i zobaczyłem siedzącą dziewczynę na krzesle, która patrzyła przez okno
- Co tam widzisz?- zapytałem podchodząc do ukochanej i całując ją w czoło
- Nic. Smutek. Rozczarowanie. Nie widzę szczęścia. Radości.
- Wszystko w porządku? Co się dzieje?
- Nie jest w porządku. Nigdy nie było i nie będzie. Przytul mnie- odpowiedziała łamliwym głosem a ja zrobiłem to o co mnie prosiła. Objąłem jej cialo, aby czuła się bezpiecznie. Płakała długo, a ja nie wiedziałem dlaczego. Po jakimś czasie uniosła głowę i spojrzała mi w oczy. Szkliły się od łez. Mimo to było w nich widać pustkę. Chciałem ją pocieszyć ale nie wiedziałem jak.
- Maja, skarbie co się dzieje?
- Nie wiem. Zgubiłam się. Nie wiem kim jestem, czego chcę, co czuję. Boję się tego co nadejdzie. Co się wkrótce stanie.
- Co ma się stać?
- Coś złego. Czuję to. Nie wiem co robić.
- Posłuchaj mnie uważnie: nic się nie stanie, rozumiesz? Jesteś bezpieczna przy mnie i nie masz się czego bać. Jestem ja, Mario i jest Cody.
- Jego nie ma i nie będzie
- O czym ty mówisz? Pokłóciliście się znowu?
- Nie pokłóciliśmy się, po prostu...- jej głos zadrżał- Za bardzo go ranię. On cierpi przeze mnie. 
- Nie myśl teraz o tym. Odetchnij- tylko tyle mogłem powiedzieć. Dociera do mnie że nie znam własnej dziewczyny. Nie wiem co czuje, co tkwi w jej głowie. Może ja po prostu nie dopuszczam do siebie prawdy? Tego że w jej życiu jest ktoś ważniejszy niż ja? Kto ją podtrzymuje na duchu, pociesza, jest. I to wystarcza. Ja nie potrafię jej tego zapewnić...Choć tak bardzo się staram...


***

 Minął kolejny tydzień. Już niedługo rusza Bundesliga więc Marco coraz więcej czasu poświęca na treningi, siłownię, spotkania z trenerem. A ja? A ja jestem sama. Straciłam z Codym kontakt. Chciałam mu w jakiś sposób pomóc, więc dałam mu czas. Czas którego potrzebował. Najgorsze jest to że nie mogłam już znieść braku jego obecności. Jego żartów, wspólnych wygłupów, głupich komentarzy. Najnormalniej w świecie tęsknie. Tęsknie za tym wariatem i to coraz bardziej. Dzisiaj Marco miał trening na którym obiecałam się pojawić. Ale co mogę robić przez godzinę sama na trybunach? Trzymałam w ręce telefon z napisaną wiadomością. Teraz zostało przycisnąć klawisz wyślij. 

Cześć. Masz jakieś plany na dzisiaj? Jeśli nie to może pójdziesz ze mną na trening BVB? Dotrzymasz mi towarzystwa. Odpisz.

 Zrobiłam to. Wysłałam. Pytanie czy odpisze? Nie minęło pięć minut a przyszła wiadomość zwrotna.


Po co mam tam iść? Patrzeć jak całujesz się ze swoim chłopakiem? Dzięki, ale nie skorzystam z propozycji.

Nie. Naprawdę tak to odczytał? Nie tak chciałam aby to zabrzmiało. 


Zapraszam cię bo tęsknie za tobą kretynie! Zrozum to w końcu i przestań udawać że jesteś taki obojętny wobec tego wszytskiego. Co mam zrobić, aby cię odzyskać? Aby odzyskać twoją przyjaźń?

Byłam wściekła na niego, na siebie. Czy to tak ciężko zrozumieć że tęsknię?


Przyjdę po ciebie za pietnaście minut. Wtedy pogadamy.

Na mojej twarzy zagościł usmiech. Cieszył mnie fakt że go zobaczę. Był punktualnie jak zawsze zresztą. Byłam tak bardzo szczęśliwa że go widzę. Podbiegłam i go przytuliłam. Tak cholernie mi tego brakowało. Udaliśmy się na stadion. Usiedliśmy na trybunach i patrzylismy na wyczyny chłopaków. Marco dziwnie na mnie spojrzał gdy zobaczył mnie w towarzystwie bruneta. Uśmiechnęłam się i tyle. Chciałam nawiąząc jakąś rozmowę z Codym ale to było trudne. Można powiedzieć że mnie ignorował. Starał się na mnie nie patrzeć, ogólnie był oschły w stosunku do mnie. Trening dobiegał końca więc postanowiliśmy udać się w strone wyjścia. Chłopak chciał już iść i mnie zostawić ale zatrzymałam go.
- Powiesz mi w końcu co się dzieje?!
- Nic
- Nie rób ze mnie kretynki! Widzę ze coś jej na rzeczy!
- A jak myslisz? Majka, KOCHAM CIĘ jak wariat, i szlag mnie trafia że nie możemy byc razem. Jestem wściekły na siebie że nie zrobiłem nic, kompletnie nic gdy jeszcze z nim nie byłaś. - powiedział podniesionym tonem głosu i wyszedł, a ja stałam patrząc w oddalającą się sylwetkę chłopaka. Najgorsze jest to że Marco to słyszał. Stał tuż za mną... 


***

jest już kolejny rozdział i powiem wam że brakuje mi pomysłów...zamierzam kończyć...chciałabym napisać tak do 30 rozdziałów i koniec...zakończenie już mam, takie którego chyba nikt się nie spodziewa...nie chcę ciągnąć tego na siłę... mam nadzieję że rozumiecie...ale w mojej główne narodził się pomysł na kolejne opowiadanie...tym razem tak bardziej o Mario Goetze...i pytanie jest takie czy ktoś w ogóle miał by ochote czytać te moje bzdury? piszcie w komentarzach ale szczrze...to dla mnie b. ważne...

dzisiejszy mecz, którego nie mogłam oglądnąć.. ;( 2:0 BVB *_*
REUS moim mistrzem !!! 33 sekunda- najszybciej strzelona bramka BVB od 1997
BRAWO...oby tak z Realem !!!
POZDRAWIAM !!

ps. polecam bloga http://opowiadanieoborussidortmund.blogspot.com/ świetny jest! komentujcie ;))

i życzę powodzenia tym którzy piszą testy w tym tygodniu !
trzymam za was kciuki bardzo mocno !!!
POWODZENIA !!!!

Pyśka ;)

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 21

~ ROZDZIAŁ XXI ~ 

Mijał dzień za dniem a moje życie wyglądało niczym ideał z amerykańskiego serialu. Nie miałam na co narzekać. Radziłam sobie z nałogiem, każdą wolną chwilę spędzałam z Marco, Cody'm i Mario. Stali się dla mnie rodziną, której nigdy tak naprawdę nie miałam. Leżałam w łóżku przyglądając się śpiącemu blondynowi. Coraz częściej zostawałam u niego na noc. Stawaliśmy się coraz bliżsi sobie.
- Nie śpisz już?- zapytałam gdy uniósł głowę
- Niee, widzę że ty też nie- odparł i położył głowę obok mojej i mocno mnie objął- Wiesz jak bardzo cię kocham?
- Jak bardzo?
- Tak bardzo, że zrobiłbym dla ciebie dosłownie wszystko. Jesteś dla mnie wszystkim i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie
- Też cię kocham, ale mam do ciebie prośbę
- Zrobię co tylko zechcesz
- Nie musisz być tak bardzo zazdrosny o mnie
- Może muszę
- Ale po co ?
- Żeby ktoś mi ciebie nie zabrał
- Ciekawe kto?
- Taki chłopak co nie odstępuje ciebie na krok a tobie to nie przeszkadza
- Ale..
- I który coś do ciebie czuję i pokazał to całując cię
- Skąd wiesz?
- Wiem i tyle
- Mario?
- No tak, i teraz ty odpowiedz mi na jedno pytanie. Znaczyło to coś dla ciebie?
- Wiesz że każdy pocałunek coś znaczy, ale to nie zmienia tego co jest między nami
- Boję się że cię stracę. Widzę ile on dla ciebie znaczy. Skąd mam mieć pewność że ty do niego nic nie czujesz?
- Bo kocham ciebie? Marco, wiesz kim dla mnie jestes. Cody to tylko przyjaciel. To się nie zmieni. Liczysz się tylko ty. Kocham cię
- Przekonałaś mnie. Kocham cię- powiedział i zaczął mnie całować...



***

Majka dopiero co wyszła a ja już czuję się samotny. Proponowałem jest wspólne mieszkanie, ale stwierdziła że to jeszcze za wcześnie. Nie mogę opisać mojego szczęścia.   Pamietam jak ja pierwszy raz zobaczyłem. Już wtedy tak bardzo ją pragnąłem a teraz mam ją przy sobie. Jestesmy razem i nic więcej mi nie potrzeba. Trochę źle się czuję z tym, że ją okłamuję. Będę ojcem, a ona o niczym nie wie. Właśnie dzisiaj ma przyjechać Caroline by porozmawiać. Właściwie to za chwilę powinna byc.
- Jesteś już?- zapytałem gdy ujrzałem ją w drzwiach mojego domu
- Nie zaprosisz mnie do środka?
- Nie no, wejdź- powędrowaliśmy do salonu. Siedzielismy patrząc się na siebie bo żadne z nas nie wiedziało jak rozpocząć rozmowę. Blondynka zaczęła przeszukiwać swoją niewielką torebkę. Z małego zeszyciku wyjęła kopertę i mi ją wręczyła
- Co to?
- Otwórz- odparła i lekko się uśmiechnęła. Niepewnie otworzyłem ją i wyjąłem kilka biało- czarnych zdjęć.
- Czy to...?
- Tak. To nasze dziecko. - po tych słowach dziwnie się poczułem. W ręce trzymam zdjęcie mojego dziecka. Właściwie nic jeszcze nie widać, ale to już coś. Wstałem i podszedłem do okna nadal wpatrując się w zdjęcia.
- Nic nie powiesz?
- Nie wiem co powiedzieć. Ciężko mi uwierzyć że patrzę na moje dziecko. Co teraz?
- To uwierz. Sam się do tego przyczyniłeś. Musimy sie zastanowić. Chcę aby miało ono normalny dom, kochającą rodzinę.
- Jak to sobie wyobrażasz? Nie jesteśmy razem i nie będziemy
- Rozpoczęłam nowe życie przy mężczyźnie którego kocham i chcę z nim byc, z nim chcę wychować to dziecko
- A ja? Ja jestem ojcem! Chcę towarzyszyć mu, rozumiesz?
- Rozumiem cię, ale pomysl. Nasze dziecko będzie starsze, będą świeta i z kim ono ma je spędzić. Z tobą i Majką, czy z nami? Nie myśl o sobie, ale i o Majce też. Ona wie?
- Nie, nie powiedziałem jej, nie wiem jak. Może masz rację, a może jest za wcześnie na podejmowanie takich decyzji..
- Może, ale wiesz że musisz jej powiedzieć
- Wiem i muszę zrobić to jak najprędzej...
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a Caro oznajmiła że musi już iść. Chcę się spotkać z rodzicami a wieczorem ma samolot powrotny. Zbliżała się godzina 14.00 a ja miałem trening. Zabrałem torbę, coś do picia i pojechałem na stadion. I tak byłem jakoś wcześnie, bo nikogo nie było. Przebrałem się i siedziałem na ławce w szatni nadal patrząc się na zdjęcia. Niedługo przyszedł Mario, a raczej przybiegł zdyszany jak nigdy. Zepsuł mu się samochód i bał się że się spóźni na trening. Usiadł obok i zabrał zdjęcia.
- Co to?
- To? To jest...heh..moje dziecko
- Żartujesz?!
- No nie, Caro była u mnie, dała mi zdjęcia, porozmawialiśmy troche i poszła
- Co ustaliliście?
- Na razie nic.
- To co teraz będzie?
- Sam zadaję sobie to pytanie i nadal nie znam odpowiedzi....

***

Umówiłam się z Marco dopiero na wieczór więc mam jeszcze sporo czasu do spotkania. Nie mając nic ciekawego do zrobienia, postanowiłam udać się do Cody'ego. Trochę się ogarnęłam, zaczesałam i poszłam go odwiedzić. Po kilku minutach byłam na miejscu
- Heej- powiedziałam gdy ten otworzył mi drzwi. I znowu to głupie uczucie. Pragnienie?Pożądanie? Sama nie wiem. Ale co mogę czuć gdy widzę chłopaka bez koszulki, opierającego się o ścianę, który stoi zaledwie kilka centymetrów dalej? 
- Co cię tu sprowadza?
- Stęskniłam sie
- Mhmm..stęskniłaś się? To wejdź- powiedział przybliżając się i oddalając. Weszłam do srodka i usiadłam na kanapie. Brunet usiadł, a raczej połozył się obok mnie kładąc głowę na moich kolanach i biorąc pucharek lodów
- Co ty robisz?
- Jem. Chcesz trochę?
- Ty chyba nigdy nie jesteś poważny. Chcę!- zaśmiałam się i zabrałam mu łyżeczkę
- Ej, nie jedz mi czekoladowych 
- Ale ja też je lubię!! - i w taki to sposób zaczęliśmy się kłócić kto zje lody o smaku czekoladowym. 
- A tak na prawdę dlaczego przyszłaś?
- Mówiłam że się stęskniłam
- Coś ci nie wierzę
- Ale dlaczego? Co w tym dziwnego?
- To że sama ostatnio zgodziłaś się ze mną że powinnismy ograniczyć nasze kontakty tylko nie powiedziałaś dlaczego- mówił patrząc na mnie
- Ciężko jest mi gdy ciebie nie ma. Chciałam ograniczyc nasze kontakty bo Marco jest zazdrosny a ja...
- A tyyyy...?
- A ja zaczynam widzieć w tobie kogoś więcej!- krzyknęłam i podeszłam do drzwi balkonowych. Chłopak stanął za mną i mnie przytulił, opierając głowę na mojej.
- Zaczynasz widzieć we mnie kogoś więcej, to znaczy?
- Nie wiesz? Od kiedy powiedziałeś że się we mnie zakochałeś cos mnie tknęło. Przestałam patrzeć na ciebie jak na przyjaciela. Podobasz mi się. Cholernie mi się podobasz i przestaję sobie z tym radzić
- Co w tym złego?
- Jak to co? Nie chcę zrobić czegoś co zmieniło by moje relacje z tobą i co było zniszczyło mój związek z Reusem
- A co możesz zrobić? No co ?
- Mogę chcieć cię pocałować i co wtedy?
- Pocałujesz mnie
- Nie żartuj sobie
- Nie żartuję. Pocałunek to zdrada? Chyba nie- słuchałam co mówi. Odwróciłam się ale nie patrzyłam mu w oczy, bo wiedziałam że mogę nie zapanować nad swoimi pragnieniami. Ale nie wytrzymałam i spojrzałam w te jego bajeczne tęczówki.
- Pocałuj mnie- powiedział usmiechając się do mnie
- Cooo?
- Pocałuj mnie. Przekonasz sie wtedy czy naprawdę tego chcesz czy to chwilowe-patrzyłam na niego i nie wiedziałam czy mam to zrobić czy nie. Może ma rację że jak go pocałuje to mi przejdzie, a jeśli nie? Zaryzykowałam. Przysunełam się do niego i musnęłam jego usta. Spojrzałam ponownie na niego a ten się tylko usmiechał. Chciałam go znowu pocałować ale było mi głupio, choć nie wiem dlaczego...Brunet odczytał moje intencje i teraz to on zaryzykował. Stałam oparta o scianę i czułam jego dłonie na moim ciele. Trwaliśmy w namiętnym pocałunku choć oboje wiedzielismy ze to co robimy jest złe...

***

Je­go spoj­rze­nie było łagod­ne i spo­koj­ne. Trzy­mał mnie w ra­mionach bym mogła poczuć się bez­pie­cznie. Uza­leżnił mnie od siebie. Był częścią mnie, tą częścią, która ut­rzy­mywała mój od­dech na po­wie­rzchni. Uczył mnie życia.

***

więc jest następny rozdział...trochę dłuższy niż zwykle...i znowu wszystko
zaczyna się komplikować...czy Majka wplata się w romans z własnym przyjacielem? 
czy Reus wyjawi jej prawdę o tym że zostanie ojcem?....czy ten związek ma jakieś szanse
na przetrwanie?... a może to co się wkrótce wydarzy zmieni życie wszystkich?
"Ból nie sprawia mi przyjemności. Trzeba pójść dalej" czy te słowa odnajdą
odzwierciedlenie w realnym świecie?... 
tego dowiecie się już wkrótce czytając moje opowiadanie ;))

a teraz mam do Was ogromną prośbę...a mianowicie...chciałabym pomóc pewnej dziewczynie która też pisze opowiadanie... właśnie powstała druga część... 
opowiadanie jest naprawdę fantastyczne! same wiecie że początki są trudne,
a gdy pod rozdziałami nie ma komentarzy to nie ma się ochoty pisać...
piszecie więc wiecie jaka to jest frajda czytać opinie na temat własnego 
opowiadania...
i chciałabym Was prosić o pozostawianie komentarzy pod tym opowiadaniem...
i przeczytajcie bo na prawdę warto!!! dziękuję<33

Pozdrawiam
Pyśka

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozdział 20

~ ROZDZIAŁ XX ~

Tak bardzo się cieszyłam że między mną a Cody'm wszystko jest w porządku. Jest tak jak być powinno. Mam przy sobie przyjaciela ( wspaniałego przyjaciela) i chłopaka który mnie kocha ponad wszystko a ja jego. Nawet zaczął kolegować się z Cody'm z czego bardzo się cieszę. Marco jest trochę zazdrosny, czasami nawet bardziej niż trochę, ale gdy mu uświadomię jak bardzo go kocham przechodzi mu ta zazdrość. Reus miał dzisiaj trening na Signal Iduna Park więc postanowiłam go odwiedzić. Zaproponowałam brunetowi aby poszedł ze mną. Zgodził się bez proszenia. 
- Długo czekasz?
- Nie, dopiero przyszedłem
Szliśmy ulicami Dortmundu świetnie się bawiąc. W końcu czułam się szczęśliwa. Trochę żal mi było Cody'ego. Wiedziałam jakim darzy mnie uczuciem, ale ja nie mogłam obdarzyć go tym samym. Był dla mnie ważny, ale to jednak Reusa kochałam. Widziałam po nim jak boli go widok mnie w objęciach sławnego blondyna, naszych pocałunków na przywitanie i pożegnanie. W takich momentach odwracał wzrok, lub w ogóle się żegnał i odchodził. Marco jest dla mnie najważniejszy. Kocham go i nie chcę go stracić i nie chcę zrobić jakiejś głupoty. Czasami gdy jestem z Cody'm mam ochotę go pocałować. Nie wiem dlaczego tak jest, ale mam taką słabość do niego. Nie daję po sobie poznać że mi się podoba. Ale tylko podoba! Nic więcej. I właśnie w takich momentach staram sobie wybic z głowy ten durny pomysł, bo wiem że przez chwilę słabości mogłabym stracić ukochanego faceta.
- Co się tak zamyśliłaś?
- Nie, jakoś mnie tak wzięło na rozmyślania
- O czym?- usiedliśmy na trybunach a Marco tylko nam pomachał bo nie mógł podejść
- O życiu, o mojej przeszłości, przyszłości, o Marco i o tobie
- Myślisz o mnie?- zapytał uroczo się uśmiechając
- Tak
- Często?
- Tak i może nawet za często
- I co wymyśliłaś?
- Nic istotnego. Jesteś dla mnie ważny, bardzo i nie chcę aby to się zmieniło. Lubię cię
- Tylko lubisz?
- Codyyy.. tylko
- Szkoda
- To mało?
- Nie, ale chciałbym.. a zresztą nie ważne
- Przepraszam, ale między nami nic nie będzie
- Wiem, wiem. Z każdym dniem uswiadamiam to sobie jeszcze bardziej. Moze to i dobrze. Gdyby nam nie wyszło to bym cię stracił a tego bym nie przeżył...
- Dziękuję ci że jesteś. Dzięki tobie chcę się zmienić. Dzięki tobie chcę żyć. Pomożesz mi wyjść z nałogu?
- Wiesz że tak. Będę przy tobie czy tego będziesz chciała czy nie
- I za to cię kocham
- A jednak mnie kochasz?!
- Tak, ale jak przyjaciela którym jesteś dla mnie
- A może...- i przyblizył się do mnie śmiejąc się jak wariat
- Przyjaciel!!- krzyknęłam i odepchnęłam od siebie udając obrazoną. Zaczął mnie przepraszać. 
- Przepraszam cię, żartowałem przecież
- Jesteś egoistycznym dupkiem  dla którego nie liczy się nic innego jak własne potrzeby i uczucia!!
- Majka! Ja żartowałem przecież!!- widząc jego smutną a zarazem wściekłą minę nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem- Co jest?
- Gdybys widział swoją minę- i nadal się śmiałam- Co tak patrzysz? Ja też zartowałam z tym egoistycznym dupkiem..- smialismy sie z tego co przed chwilą się stało



***

Robiłem już chyba ósme koło wokół boiska i miałem dość. A to dopiero poczatek treningu. Nie dość że byłem zmęczony to dobijał mnie widok z trybun. Przez to byłem cały czas rozkojarzony i nie mogłem się na niczym skupic. Za chwilę pewnie nie trafię nawet do pustej bramki. 
- Kochasiu, co taki zły humorek?
- A jak ma być dobry?
- Maja w końcu się uśmiecha i to powinno cię zadowalać
- No wlaśnie. Jest szczęśliwa
- To źle?
- Tak
- Co ty gadasz? Powinieneś się cieszyc że znowu jest sobą
- Ale się nie cieszę
- Wiesz co, ja już przestaję cię rozumieć
- Ale to nie jest trudne do zrozumienia. Ona jest szczęśliwa, ale nie przeze mnie a przez niego
- A co za różnica?
- Spora, bo ja nie potrafiłem  sprawić aby zaczęła się uśmiechać, a on nie ważne co zrobi, co powie to z jej twarzy nie schodzi uśmiech
- Przestań się dołować. To nie jest teraz ważne dzięki komu bardziej jest szczęśliwa. Liczy się jej psychika, aby znów zaczęła normalnie funkcjonować
- Mario, jak to nie jest ważne? Jestem jej chłopakiem i powinienem dawać jej szczęście. 
- Dajesz jej. Zrozum że ona będzie miała z nim przez pewien czas lepszy kontakt niż z tobą. Oni nadają na tych samych falach. Oboje dużo przeszli i wiedzą co czuje druga osoba. Cody ma z nią znakomity kontakt, wie jak do niej dotrzeć. Ma świadomość że jest dla niej ważny i wykorzystuje to w pewien sposób aby jej pomóc. Nie możesz mieć o to do niego pretensji. Jeśli obawiasz się że on chce cię wygryźć to nie masz się czego bać. On taki nie jest. Uwierz mi...
- Nie mam do niego pretensji. Jestem mu za to wdzięczy. Tylko czasami mam wrażenie że on jest dla niej ważniejszy niż ja. Mówi mi że mnie kocha, ale
- Marco, nie ma żadnego ale. Ona na prawdę cię kocha a ty ją. Nie macie łatwo ale poradzicie sobie z tym wszystkim, a on i ja chcemy wam tylko pomóc
- Dzięki Mario. Jesteś prawdziwym kumplem
- Ty masz mnie, ona ma jego
- No tak, ale ja to bym wolał żeby był dziewczyną, albo żeby nie był taki przystojny
- Oj Reus, Reus


***

Trening dobiegał końca, więc postanowiliśmy zaczekać na Marco i Mario przed stadionem. Stanęliśmy niedaleko drzwi wejściowych. Oparłam się o barierkę stając w miejscu gdzie padały jeszcze promienie słońca, bo zrobiło mi się zimno.
- Dlaczego mi nie mówisz że jest ci zimno?
- Bo nie jest
- Jasne, jasne. To dlaczego cię tak trzęsie, hmm?- podał mi swoją bluzę
- Dzięki
- Ładnie ci w niej- uśmiechnał się a ja odwzajemniłam tym samym
- Musimy o czymś porozmawiać
- Cały czas rozmawiamy
- Ale tak na poważnie
- Mam się bać
- Nie, jeśli powiesz mi prawdę.
- O co chodzi?
- Ostatnio mi powiedziałaś że ból nie sprawia  ci przyjemności, chcesz pójść dalej
- I co z tego?
- Co zamierzasz zrobić?
- Nic
- Majka, wiem że coś ci chodzi po głowie. Obiecaj mi że nie zrobisz niczego głupiego
- Cody..
- Obiecaj mi to!!! - podszedł łapiąc mnie za ramiona i patrząc mi w oczy z troską i niepokojem- OBIECAJ!- mówił załamanym głosem. Patrzyłam na niego i nie wiedziałam co mam zrobić, co powiedzieć. Wiedziałam ze do oczu napływają mi łzy.
- Jesteśmy!- usłyszałam głos Mario a obok niego był Marco. Cody odsunął się i przywitał z chłopakami
- Wszystko w porzadku?- zapytał Reus przytulając mnie i całując w czoło. Cody jak zwykle                        patrzył gdzie indziej jakby wszytsko inne było ciekawsze od naszych czułości
- Tak, to co robimy?
- Może wyskoczymy w czwórke do kina co ?- zaproponował Mario
- Beze mnie
- Cody, no co ty ? Tym razem się nie wymigasz
- Nie, naprawdę nie mogę. Innym Razem. A my jeszcze pogadamy- skierował słowa w moją stronę i poszedł...


***

DZIĘKUJĘ WAM ZA TO ŻE JESTEŚCIE <333 KOCHAM WAS ZA TO <33
oddaję Wam kolejny rozdział, mam nadzieję że się Wam spodoba...następny prawdopodobnie w piątek...
pozdrawiam 
Pyśka ;**

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 19

~ ROZDZIAŁ XIX ~

Słowa Caro spowodowały, że poczułem jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Siedziałem wpatrując się w kufel piwa stojący na stole. Nawet nie reagowałem na słowa kumpla, który coś mówił i gestykulował przede mną
- Reus do cholery! Słyszysz mnie?
- Co chcesz?!
- No jak co? Kto jest ojcem tego dziecka?
- A jak myślisz? Gdybym ja nim nie był to by nie chciała tu wracać
- Ja pierdolę! I co teraz?
- Nie wiem, no normalnie nie wiem
- Jak to nie wiesz?
- Goetze, no nie wiem! Dlaczego ja mam takiego pecha, co?
- Gdybyś myślał co robisz to nie siedziałbyś teraz w tym gównie
- I kto to mówi? Sam sobie sprowadzasz panienki na noc i masz pewność, że to nie skończy się tak jak w moim przypadku?!
- Dobra.Spokój. Trzeba cos wymyślić
- Ale co?
- Na pewno musisz powiedzieć o tym Majce
- Żartujesz sobie? Ona nie może sie o tym dowiedzieć, zwłaszcza teraz
- Dlaczego?
- Wiesz jaka ona jest teraz słaba psychicznie. Rozmawiałem z jej lekarzem. Dwa razy nie pojawiła się na terapii. Powiem jej gdy będę miał pewność, że ktoś przy niej będzie. A teraz gdy jest pokłócona z Codym to poza mną nie ma przy sobie nikogo innego. A właśnie. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie
- Jakie pytanie?
- Co zaszło między nimi?
- Nie wiem
- Goetze nie wkurwiaj mnie!!! CO ZASZŁO MIĘDZY MAJKĄ A CODY'M ?!
- Mówię ci że nie wiem!
- Goetze!!!
- Pocałował ją i tyle! Zadowolony?! To chciałeś wiedzieć?!
- Tak, i po co tyle nerwów?
- Co zamierzasz z tym zrobić?
- Nic, chciałem tylko wiedzieć
- Marco, nie zrób kolejnej głupoty...


***

Byłam wściekła. Nie na bruneta, ale na samą siebie. Zaskoczył mnie mówiąc mi ze się we mnie zakochał. Nie domyślałam się. Nie widziałam zmian w jego zachowaniu. Byłam przekonana że między nami jest TYLKO przyjaźń. Brakuje mi go i to bardzo. Między nami nie będzie tak jak dawniej, bo jak? On mnie kocha a ja jestem z innym? Najgorsze w tym wszystkim jest to że czuję, że on nie jest mi obojętny. 
Puściłam muzykę najgłośniej jak się dało i przeglądałam nasze zdjęcia. Po policzkach spływały mi łzy. Ktoś zadzwonił do drzwi. Nie miałam ochoty, ale poszłam otworzyć. Na dywaniku leżał ogromny puchaty miś. Rozejrzałam się ale nikogo nie było. Po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Ze schodów na kolejne pietro schodził Cody z olbrzymim bukietem kwiatów. Stanął naprzeciw mnie i milczał tak jak ja. 
- Płaczesz. Dlaczego?
- Przez ciebie kretynie
- Nie warto
- Wiem że nie warto, ale nie potrafię przestać. Jesteś skończonym dupkiem
- Wiem
- Zdajesz sobie sprawę z tego jak ja się poczułam? Pojawiasz się w momencie kiedy potrzebuję pomocy, wspierasz mnie, a potem mówisz że mnie kochasz i znikasz bez słowa. Nie wysłuchujesz tego co ja mam ci do powiedzenia. Nie chcesz usłyszeć co ja czuję, kim ty jesteś dla mnie
- A kim jestem?
- Jeszcze tego nie wiem, ale chcę się dowiedzieć. Chcę cię mieć przy sobie, rozumiesz?
- Rozumiem
- Nie masz prawa odejść ode mnie. To co jest między nami jest naprawdę i nic ani nikt tego nie zmieni- powiedziałam i podeszłam aby go przytulić. Aby on mnie przytulił. Nie wiem co on ma w sobie takiego, ale go potrzebuję. Chcę aby był przy mnie nawet wtedy gdy twierdzę że tego nie chcę. Siedzieliśmy na balkonie patrząc na miasto tetniące życiem. Mało co mówiliśmy.
- Dlaczego nie chodzisz na terapie?
- Chodzę
- Nie chodzisz. Rozmawiałem z lekarzem. Nie słuchasz się zaleceń, nie pojawiasz sie na spotkaniach. Dlaczego?
- Bo nie mam siły. Nie potrafię. 
- Obiecałaś że skończysz z tym, a nadal bierzesz
- Skąd wiesz że biorę?
- Bo widzę. Nakłucia, inne źrenice oczu, cięcia na rękach. Marco nie reaguje?
- Nie wie. Zakrywam ręce, unikam spotkań już po. Jest dobrze
- Majka jak jest dobrze? Tkwisz w miejscu, musisz zrobić kolejny krok
- Bez ciebie go nie zrobię
- Zrobisz bo potrafisz. Stać cię na to, a po za tym jest przy tobie Marco
- To nie to samo. Jest, stara się jak może, ale nie zastąpi mi ciebie. Nie wie co czuję
- Maja, ja jestem przy tobie, ale musimy ograniczyć nasze spotkania
- Nie. Ja tego nie chcę. Chcę żebyś był przy mnie zawsze. Dlaczego nie chcesz się ze mną widywać?
- Chcę, ale sprawia mi to jeszcze większy ból. Muszę poradzic sobie z uczuciem do ciebie. Muszę nauczyć się przestać cię kochać
- Obiecaj mi jedno
- Co?
- Przestaniesz, albo chociaż postarasz się przestać brać. I pamiętaj że okaleczając się nie ranisz siebie tylko swoich bliskich
- Ból nie sprawia mi już przyjemności. Muszę pójść dalej
- Majka, o czym ty mówisz?
- Wkrótce się dowiesz
- Majaa?...
- Spokojnie
- Jak mam być spokojny? Martwię się o ciebie
- To się nie martw...z czasem wszystko zrozumiesz...


***

nie rozpisałam się ,wiem...pewnie Was zawiodłam tym rozdziałem...
nie wiem jak możecie to czytac....ostatnio nie wychodzi mi żaden rozdzial..
jak dla mnie to opowiadanie jest do niczego...nudne, bezsensowne, przewidywalne,
czasami się zastanawiam czy nie usunąc tego bloga...chyba mam gorszy dzień
i jakoś mnie tak wzięło na użalanie się nad sobą...jeszcze raz przepraszam jesli
spodziewałyście się czegoś lepszego...przepraszam
mam nadzieję że po meczu humor mi się poprawi... jak wygrają <3
Pozdrawiam 
Pyska:*

środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział 18

~ ROZDZIAŁ XVIII ~

Marco odprowadził mnie do domu. Całą drogę mnie obejmował, ale wracaliśmy w ciszy. Żadne z nas nie powiedziało ani słowa.
- Może zostanę z tobą, hmm?
- Dziękuję ci, ale chcę być sama. Przepraszam , nie tak mieliśmy spędzić ten wieczór.
- Nic się nie stało kochanie. Innym razem. Rozumiem. Jak coś to dzwoń. Pa
Pocałował mnie na pożegnanie i poszedł. Weszłam do mieszkania, zaparzyłam sobie herbatę i usiadłam na balkonie okrywając sie puszystym kocem. Dlaczego on mi to robi? Jesteśmy przyjaciółmi a on w pewnym momencie zrywa ze mną wszystkie kontakty. Może zrobiłam coś nie tak, może zabolało go to że jestem z Marco. I jeszcze ta gadka Mario : Niespełniona miłość boli.Co on właściwie miał na myśli? Chyba nie to że Cody się we mnie zakochał? Nie to nie możliwe i... Chociaż...Nie! To nie prawda! Muszę z nim porozmawiać i wszystko wyjaśnić.



***


Leżałem w łóżku i nie mogłem mysleć o nikim innym jak o Majce. Ta dziewczyna tak zawróciła mi w głowie, że tylko ona sie dla mnie liczy. Jest najważniejsza. Jestem szczęsliwy że jesteśmy razem, ale myślałem że ten związek będzie inaczej wyglądał. Że oboje będziemy szczęsliwi i będziemy się tym szczęściem dzielić. A tak do końca nie jest. Niby jest tak jak powinno być, ale mam wrażenie że Majka się dusi w tym związku. Stała się taka inna. Cicha, spokojna, małomówna. I jeszcze ten chłopak. Widzę jak Majka cierpi z braku jego obecności. Tęskni za nim. Ale w takim razie kim ja jestem dla niej? Mówi mi że mnie kocha, ale nie wierzę że Cody jest jej obojętny. Jestem wdzięczny mu za to że namówił Maje na odwyk i w ogóle że jej tak pomógł, ale mógłby teraz zniknąć. Czasami myslę że pomiędzy nimi coś zaszło. Majka na sto procent mi tego nie powie, ale jest ktoś kto będzie wiedział. Mario. Ostatnio stał się takim przyjacielem Cody'ego więc musi cos wiedzieć. A ja muszę to z niego wyciagnąć....


***

Nie mogłam tak tego zostawić. Coś musiało sie wydarzyć że Cody tak mnie unika. Była godzina popołudniowa a brunet zazwyczaj w tym czasie jest w Skateparku. Nie pomyliłam się. Gdy byłam na miejscu zauwazyłam siedzącego go na krawężniku. Powolnym krokiem ruszyłam w jego kierunku i przysiadłam się. Nawet na mnie nie spojrzał
- Musimy porozmawiać
- Nie mamy o czym
- Właśnie że mamy. Nie możesz tak po prostu znikać z mojego życia
- Zabronisz mi?
- Tak, żebyś wiedział że tak
- Kto by pomyślał
- Nie możesz mi tego robić, bo...
- Bo co?
- Bo jesteś dla mnie ważny, to mało?
- Taaa, jasne
- Dlaczego taki jesteś, co ? Przecież nie byłeś taki. Rozmawialiśmy, wygłupialismy się razem, a w pewnym momencie zaczynasz mnie unikać. I to od tego moemntu gdy mnie pocałowałeś
- Nie wracajmy do tego
- A może powinniśmy? Stało się, ale to nie powód żebyś się ode mnie odsunął
- To nie o to chodzi
- A o co? Powiedz mi, martwię się o ciebie
- A Reusowi to nie przeszkadza że obdarzasz mnie taką troską?
- Czyli o niego chodzi? O to że jesteśmy razem?
- Nie, nic mi do tego?
- To jak nie o to to o co?
- Naprawdę nie wiesz? Nie widzisz tego?
- Czego?
- Majka, zakochałem się w tobie- po raz pierwszy  spojrzał na mnie a moje serce zamarło
- Ale Cody...
- Nic nie mów. Ja wiem. Jestem fajnym facetem, lubisz mnie ale tylko to. Nic więcej między nami nie będzie bo jesteś z nim związana i go kochasz. Rozumiem
- Nie to chciałam powiedzieć
- A co mogłaś powiedzieć? Nie przejmuj się mną. Potrzebuję czasu. Nie dzwoń. Nie pisz. Nie przychodź tu. Tylko o to cię proszę.
- A pozwolisz mi coś powiedziec?
- To nie ma sensu- powiedział, zabrał deskę i poszedł
- A co jeśli ja jednak do ciebie też coś czuję?...- powiedziałam już sama do siebie


***

Czekałem na przyjaciela który już za chwilę powinien tu być. Minęła 20.00 a Mario już był. Usiedliśmy na tarasie, aby pogadać.
- Mam wrażenie że ściągnąłeś mnie tu nie bez powodu?
- Tak. Ostatnio mianowałeś się takim przyjacielem Cody'ego więc na pewno coś wiesz
- A o czym?
- Między nim a Majką coś zaszło?
- O czym ty bredzisz?
- Nie bredzę. Gdy jeszcze nie była ze mną coś ją łączyło z nim?
- Stary, byli tylko przyjaciółmi- widziałem po nim że coś ukrywa
- Nie ściemniaj. Ty coś wiesz!
- Nic nie wiem! Sam jej zapytaj!
- Nie powie mi, a ty tak.
- Nie powiem bo nic nie wiem! 
- Mario gadaj!!!- już gdy Mario chciał coś z siebie wydusić zadzownił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz i serce podesżło mi do gardła. Odebrałem i wszedłem do mieszkania. Po około 10 minutach wróciełem do przyjaciela
- Kto dzwonił? I co tak zbladłeś?
- Ułożyła sobie z kimś życie na nowo ale wróci by zastanowić się co zamierzamy oboje z tym zrobić
- Możesz jaśniej? O kim ty mówisz?
- O Caro
- Caro?!! Co ona chce omawiać?
- Caro jest...jest- nie mogłem z siebie wydobyć słowa
- Caro jest...?
- CARO JEST W CIĄŻY!!!!
- Coo?! Jak to w ciąży?
- No normalnie
- A jak do tego doszło?
- Goetze, mam ci tłumaczyć jak to się robi?
- Nie o to mi chodzi przecież. A kto jest ojcem?- nie wiedziałem co powiedzieć
- Reus? KTO JEST OJCEM?!!!


***

w związku z emocjami po meczu napisałam nowy rozdział...ale i tak mi się nie podoba...
same oceńcie...
jeju taka radość po tym meczu... nie mogę...końcówkę oglądałam na stojąco i niemogłam znaleźć sobie miejsca w pokoju... to co chłopaki pokazali to wielkie brawa...zasłużyli jak nic na półfinał... do końca w nich wierzyłam!!
te dwie bramki w doliczonym czasie <3 cudo
i bramka Marco i ta asystka <33
pozdrawiam i czekam na komentarze!!
Pyśka :** 



niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 17

~ ROZDZIAŁ XVII ~

 (Dwa tygodnie później)

Dwa tygodnie a tyle zmian. Oficjalnie ja i Marco Reus jesteśmy razem. Kto by pomyślał. A jednak tak jest. Kocham go i to jest chyba najważniejsze, tak mi się przynajmniej wydaje. Spędzamy ze sobą każdą chwilę. Chodzimy do kina, na spacery, zakupy i odwiedzam go na treningach. Zaprzyjaźniłam się z Mario, w końcu jest on najbliższym przyjacielem mojego chłopaka. Ale to dziwnie brzmi. Marco Reus moim chłopakiem. Ale nie wszystko zmieniło się w pozytywnym znaczeniu. Mam wrażenie że straciłam przyjaciela. Najlepszego jakiego kiedykolwiek miałam. Właściwie nie wiem co się stało. Od kiedy mnie pocałował nie miałam z nim żadnego kontaktu. Dzwoniłam, pisałam, ale nic z tego. Brakuje mi go. Wzięłam się za siebie, chodzę na terapię, ale to nie to samo co z Cody'm. On mnie nie pocieszał a rozweselał. Nie chciał abym o tym myślała. Marco chodzi ze mną ale to nie to samo. 
- Co się tak zamyśliłaś?- usłyszałam głos Mario
- A tak sobie myslę o wszystkim
- Wszystko w porządku
- Jasneee. 
- Weź no, widzę że cię coś męczy. Mniemam że chodzi o Cody'ego. Mylę się?
- Nie, chodzi o niego
- Rozmawiałaś z nim ostatnio?
- Nie mamy ze sobą kontaktu od dwóch tygodni. Zaczynam się martwić
- Niepotrzebnie, u niego wszystko okej
- A zapomniałam że się znacie. Mogę cię o coś zapytać?
- Pytaj
- Powiedz mi o nim coś o czym nie wiem
- Chyba wiesz wszystko, znacie się już chwilę
- Tak, ale nie rozmawialiśmy o naszym życiu.
- Wiesz dlaczego macie ze sobą tak dobry kontakt, choć w rzeczywistości nic o sobie nie wiecie?
- Nie
- Nie znam twojej historii, ale znam jego. Oboje jak na tak młody wiek przeszliście w swoim zyciu zbyt wiele. Doświadczyliście bólu i cierpienia, a to sprawia że jesteście silni, ale ukrywacie swoje prawdziwe ja.
- Nie rozumiem co masz na myśli
- Dla jego rodziców najważniejsze były pieniądze i tylko to się dla nich liczyło. Wychowywały go nianie. To one uczyły go pierwszych słów, uczyły stawiać pierwsze kroki, czytały bajki na dobranoc. Rodzice się nim nie interesowali. Dzieciństwo to obcy ludzie zastepujący mu ojca i matkę. Gdy miał 10 lat jego rodzice wyjechali w delegację a po powrocie mieli z nim spędzić wspólne wakacje. Ale wakacji nie było. Oni już nie wrócili. Zginęli w katastrofie lotniczej. Trafił do domu dziecka. Zamknął się w sobie, nie rozmawiał z nikim. Został sam. Później pojawiło się małżeństwo które chciało go adoptować. Zabierali go do siebie, odwiedzali. Poczuł że znowu jego życie może wyglądać normalnie. Niestety w ostatniej chwili zrezygnowali twierdząc że chłopiec to same problemy. Gdy miał 14 lat poznał mnie na placu zabaw. Chodziliśmy do tej samej klasy, siedzielismy w jednej ławce. Tacy kumple na zawsze. Często przychodził do mnie, moi rodzice bardzo go polubili. I tak mijały rok za rokiem. Gdy Cody się urodził rodzice założyli mu konto z sporą sumą pieniędzy, że jak będzie pełnoletni to będzie mógł z nich korzystać. Kupił sobie mieszkanie i jeszcze mu zostało na dobre kilkanaście lat. 
- A co się stało że wasza przyjaźń się skończyła?
- Dziewczyna. Na koncercie poznał dziewczynę i się w niej zakochał. Zaczęli ze sobą chodzić. Wiesz że chłopakom w tym wieku tylko jedno. Założyłem się z kolegą że ją przelece. I tak się stało. Zaczelismy się spotykać ze jego plecami. Wszystko było pieknie do momentu gdy się o wszystkim dowiedział. Był wściekły i to był koniec jego związku i naszej przyjaźni.
- Jak mogłeś się tak zachować?!
- Wiem jak to zabrzmiało, ale wtedy nie miało dla mnie znaczenia to że jest to dziewczyna mojego kumpla. Szczeniacki wygłup i tyle. Gorsze konsekwencje.
- Ale jednak ci wybaczył
- Dorośliśmy, może przez to. I nie przejmuj się że nie macie chwilowo ze sobą kontaktu
- On wie że ja i Marco
- Tak, nic mu nie powiedziałem, dowiedział się z gazet
- Jak to przyjął?
- A jak mógł przyjąć? Niespełniona miłość boli
- Cooo?!
- A tak mi się powiedziało jakos. Zapomnij
- Marioo!
- Nie było tematu- powiedział i poszedł do trenera


***

Jechaliśmy z Majką do mnie, gdyż mielismy spędzić wspólny wieczór. Nic nie mówiła. Patrzyła przez szybę na mijających ludzi i budynki. Położyłem swoją rękę na jej dłoni, a ona na ten gest uśmiechnęła się i ponownie odwróciła głowę. Weszliśmy do domu. Połozyła się na kanapie w salonie i okryła kocem. Położyłem się obok niej i patrzyłem jak zasypia. Coś ją dręczyło. A raczej ktoś. Cody. Widzę że jest jej ciężko bez niego. Ale teraz pytanie czym jest dla niej ta tęsknota za brunetem? Cieszę się że jesteśmy razem, ale myślałem że to będzie inaczej wyglądać. Po godzinie obudziła się i położyła głowę na moim ramieniu
- Co chcesz robić dzisiejszego wieczora?
- Nie wiem, a masz jakieś plany?
- Nie, może pójdziemy na kolację? Zarezerwuję stolik w twojej ulubionej restauracji
- Zgoda
- A później?
- Wrócimy do ciebie, pójdziemy do sypialni a potem się zobaczy
Uśmiechnęła się uroczo a jednoczęśnie bardzo tajemniczo. Miałem wstać, gdy ukochana złapała mnie za ręke i usiadła na moich kolanach jak najbliżej mnie. Bawiła się guzikami mojej koszuli ale nie patrzyła mi w oczy. Po chwili uniosła głowę i pocałowała mnie. Odwzajemniłem go i chciałem nadal ją całować ale powstrzymała mnie.
- Kocham cię
- Też cię kocham
Odparła i znów mnie pocałowała. Zaczęła się droczyć ze mną. Śmiała się i kontynuowała rozpinanie mojej koszuli, która niedługo wylądowała na podłodze. Leżeliśmy na kanapie namietnie się całując. Jej dłonie błądziły po moich plecach, a moje wzdłuż jej ciała. Gdy miałem zamiar zdjąc z niej reszte ubrań, zaprotestowała.
- Nie tak szybko lowelasku. To była gra wstępna i zapowiedź na resztę wieczoru
Odpowiedziała patrząc zadziornie. Zabrała swoje ubrania i poszła do łazienki. Odprowadziłem wzrokiem jej zgrabne ciało i zadzwoniłem do restauracji.


***

Uwielbiałam się z nim tak droczyć i patrzyć na jego zawiedzioną minę. Patrzył na mnie tymi swoimi oczkami prosząc o więcej. Rozbawiało mnie to. Ubrałam się i razem z blondynkiem pojechaliśmy do restauracji na kolację. Jedzenie było przepyszne. Rozmawialiśmy się, ale robiło się późno i postanowiliśmy wracać. Marco już nie mógł się doczekać kiedy znajdziemy się w jego sypialni. Ja zresztą też. Wychodząc z lokalu natknęliśmy się na niego. Krok ode mnie stał Cody. Chyba nie  spodziewał się że natknie się na mnie.
- Cześć- powiedziałam i patrzyłam na bruneta
- Hej
- Dlaczego się nie odzywałeś. Dzwoniłam. Pisałam
- Przepraszam, nie miałem czasu
- Nie miałeś czy nie chciałeś mieć go dla mnie?
- A ma to jakieś znaczenie?
- Ma, dla mnie ma i to duże
- Widzisz, a dla mnie już nie
- Chciałam ci powiedzieć że ja i Marco
- Wiem, jesteście razem, gratuluję
- Nie chciałam abys dowiedział sie o tym nie ode mnie
- Co to za różnica
- Dlaczego jesteś taki oschły dla mnie?
- A jaki mam być? Przecież nie mogę cię traktować tak wcześniej bo dostanę w mordę i tym się skończy. Przepraszam ale muszę juz isć
- Cody do cholery! Zamierasz tak to zostawić? Mnie?
- Maja, odezwę się, niedługo. Obiecuję
Podszedł do mnie i widziałam po nim że chciał mnie pocałować w policzek jak zawsze, ale obecność Marco mu nie pozwoliła. Uśmiechnął się i poszedł. Stałam patrząc jak odchodzi ale nie mogłam nic zrobić. Poczułam objęcia blondyna. Odwróciłam się i wtuliłam w jego ciało...

***

No i jest kolejny rozdział...od razu mówię że rozdziały będą sie teraz rzadziej pojawiać... mam mnóstwo nauki i nie wyrabiam...będąc 10 godzin poza domem nie
mam siły aby napisać coś sensownego...ale nie zaniedbam bloga
to na pewno!...mam nadzieję że nie zrozumiecie i nie będziecie miały
mi tego za złe...
wczorajsza wygrana BVB cieszy, zwłaszcza że prawie w rezerwowym składzie
teraz czekać na Malagę i mam nadzieję że wygrają <33
Podzrawiam
Pyśka
czekam na komentarze;**